Jako pierwszą książkę przedstawię jedną z tych, które bardzo przyjemnie mi się czytało.
Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy las
Ilość stron: 393
Moja ocena: 9.5/10
Quentin Jacobs od zawsze zakochany jest we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawia tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi pokonać setki kilometrów. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy.
Czyta się tą książkę bardzo szybko. Ja skończyłam "Papierowe miasta" w 4 dni. W wielu momentach książka jest bardzo śmieszna, zaskakująca. Bardzo podoba mi się postać Quentina, bo mimo trudności chciał i znalazł Margo. Zawzięcie dążył do celu.
Bardzo spodobało mi się zakończenie książki, chociaż miałam po niej lekki niedosyt... Postanowiłam pójść do kina na ekranizacje tej książki i zaskoczyłam się, bo większość zdarzeń była przedstawiona jak w książce. Dziwne jest to, że zakończenie bardziej mi się spodobało w filmie niż w książce. Było takie idealne. Mimo, że ekranizacja była zaskakująco ciekawa, książka wygrywa. W niektórych momentach filmu wydawało mi się, że to nie jest na podstawie "Papierowych miast".
Książka dostaje 9.5/10, ponieważ zakończenie trochę ją zepsuło, ale i tak chętnie będę do lektury wracać.